Duchowość w sensie realnego doświadczenia zaczyna się tam, gdzie kończy się mówienie o niej. Chociaż na rozważania przeznaczamy zwykle dużo czasu, duchowość nie jest zbiorem przekonań ani filozofią życia. Jest praktyką ukierunkowaną na przemianę sposobu, w jaki doświadczamy własnej świadomości, a więc też życia – drogą, która prowadzi od myślenia o doświadczeniu do namacalnego zanurzenia w nim.
Perspektywa ma znaczenie
Czy duchowość istotnie różni się od wyznawanego światopoglądu lub podejścia religijnego? Na ile opiera się na rozważaniach i koncepcjach, a na ile na bezpośrednim doświadczaniu? Czy jest bardziej związana z intelektem, czy z odczuwanym doświadczeniem – a więc tym, co Eugene Gendlin nazwał felt sense?
Zacznę od przywołania cytatu otwierającego książkę Davida R. Hawkinsa Doświadczanie rzeczywistości (*). To proste zdanie przemawia do mnie już od dawna, a kiedy wracam do niego po dłuższej przerwie, zwykle znów mnie w pewien sposób zatrzymuje albo porusza:
„Ścieżka jest prosta i wąska… Nie trać czasu.”
Wyczuwam w tym zarówno zachętę, jak i perspektywę potrzebnej wytrwałości. Może dlatego niełatwo na tę ścieżkę trafić – i często z niej schodzimy? A z drugiej strony, jaki sens ma dalsze odkładanie praktyki – jaki moment będzie lepszy? Nawet jeśli zmieścimy jej tylko odrobinę w naszej codzienności, czy nie lepiej zrobić to już teraz? I dzięki temu pozwolić, żeby przez kolejne miesiące i lata gotowość do większego zaangażowania mogła stopniowo rozwijać się w nas.
Przypomina to trochę krótkie zdanie otwierające Jogasutry Patandżalego, który był jednym z największych joginów w historii: „And now yoga”. Jest ono rozumiane w taki mniej więcej sposób: teraz, kiedy już spróbowałeś różnych ścieżek życia i wiesz, że nie dadzą Ci ostatecznego spełnienia, przyszedł czas na jogę.
(*) Doświadczanie rzeczywistości jest trzecią częścią szczególnej „trylogii” opisującej zaawansowane stany świadomości, na którą składają się także: Siła czy moc oraz Oko w oko z jaźnią. Książka ta porusza bardzo szerokie zagadnienia, a napisana jest w formie odpowiedzi na pytania, dzięki czemu czyta się ją łatwiej.
Wymiary pracy wewnętrznej
Istnieją różne wymiary pracy wewnętrznej i każdy z nich ma swoje znaczenie. Żaden z nich nie może zastąpić w całości drugiego – ich współdziałanie w synergii jest konieczne do rozwoju, choć proporcja między nimi będzie różna u poszczególnych osób.
Z praktycznego punktu widzenia ważne wydaje mi się uwzględnienie takich aspektów rozwoju, jak:
- Świadomość – uważność na siebie i innych, na własne dążenia, rozumienie sensu podejmowanych starań oraz poznanie metody (lub metod) wspierających ich realizację.
- Działanie – wprowadzanie w życie tego, co już wiemy. Wymaga ono stabilnej motywacji, która daje wytrwałość: wewnętrznej (poczucie sensu) i/lub zewnętrznej (inspiracja, wspólne postanowienie podjęte razem z drugą osobą).
- Wsparcie – na pewnych etapach ważniejsze może być wewnętrzne, czyli sposób, w jaki odnosimy się do siebie, a na innych – zewnętrzne: ludzie, grupa medytacyjna, środowisko wspierające rozwój. Znaczenie tych źródeł zmienia się w zależności od osobowości i stopnia autonomii na danym etapie życia.
Światopogląd czy praktyka
W tej części skorzystam z fragmentu mojej książki, który dobrze odnosi się do tego tematu:
„O duchowości mówi się i pisze bardzo dużo, jednak jest to dziedzina skrajnie praktyczna, nastawiona na rozwój określonych możliwości i osobiste doświadczanie efektów uzyskanych dzięki tym możliwościom. Mimo to często – na wzór religijności – traktowana jest jako zbiór przekonań albo jako platforma do rozważań filozoficznych.
Jest ona jednak mocno zakorzeniona w praktycznym doświadczeniu, w percepcji i wynikającej z niej świadomości, a nie w rozważaniach dotyczących różnych poglądów i koncepcji. Nie można rozwijać własnej duchowości, jedynie słuchając o niej i zastanawiając się nad nią. Podobnie jak nie można przeprowadzić własnej psychoterapii, słuchając tylko, na czym ona polega.
Te procesy są subiektywne i oparte na doświadczeniu; wymagają określonej metody, odpowiednich warunków oraz zaangażowania innych osób. Sensem jest przybliżanie się do oczekiwanych efektów. U osoby, która pragnie zmian, niezbędne są też wytrwałość, zaangażowanie i odwaga wykraczania poza to, co znane.”
Należy więc znaleźć w duchowych dążeniach coś, co będzie znaczyło więcej niż odczuwana niechęć do podejmowania wysiłku codziennej praktyki – cel, który sprawi, że warto będzie się starać. Zawsze staram się skupiać uwagę bardziej na celu niż na wysiłku. W przeciwnym razie łatwo o zniechęcenie.
Nauczyłem się, że kiedy znajdę ważny powód do działania i wiem, że potrzebna jest konsekwencja, podejmuję zobowiązanie w zgodzie ze sobą. Dbam o to, by często przypominać sobie, z czego wynika moja decyzja – to pomaga utrzymywać poczucie, że jest to mój wybór, a nie narzucony przymus. Zamiast robić sobie wyrzuty w stylu: „musisz to robić, skoro postanowiłeś”, przypominam sobie, dlaczego mi na tym zależało. Odświeżam w ten sposób motywację i wzmacniam w sobie przekonanie, że sam chcę tego działania i widzę w nim sens.
Dzięki temu nie muszę za każdym razem zastanawiać się, czy poświęcić czas na praktykę duchową, ćwiczenia czy pisanie – po prostu to robię, bo wiem, dlaczego. Zrezygnowałem z „muszę, bo postanowiłem” na rzecz „chcę, bo zależy mi na efektach, a inaczej ich nie będzie”. Dbam tylko o to, by moje cele były realistyczne i dopasowane do sił oraz czasu. Zasada „lepiej trochę niż nic” sprawdza się doskonale – trochę praktyki, trochę ćwiczeń, trochę pracy nad tekstem zawsze przynosi więcej niż odpuszczenie.
Jeśli jednak naprawdę potrzebuję odpocząć i odpuścić jakieś działanie, nie obwiniam się. Ufając sobie, dbam jedynie, by nie uczynić z tego nawyku i pamiętam, dlaczego ta praktyka jest dla mnie ważna. Pogodziłem się też z tym, że proces odchodzenia od utrwalonych nawyków i tworzenia w ich miejsce nowych, bardziej korzystnych może trwać latami – i że nie warto się z tego powodu poddawać.
Jak mawiają przedstawiciele ISTDP: „Ile zaangażowania włożysz, tyle efektów możesz wyjąć dla siebie.” Tak skonstruowane jest życie – druga osoba może współpracować z tobą przy zmianie, ale nie przeprowadzi jej za ciebie.
Sedno sprawy dobrze ujmuje myśl nawiązująca do Jogasutr Patandżalego, jogina, mistyka, które można sparafrazować tak:
„Właściwa metoda, stosowana wytrwale, przynosi rezultaty.”
W obu drogach rozwoju – duchowej i psychoterapeutycznej – słuchanie opowieści i ich rozważanie ma swoją wartość, bo daje wstępne zrozumienie, tworzy mapę pomagającą poruszać się w wewnętrznym świecie oraz jest źródłem inspiracji, dającej energię i napęd do dalszej pracy nad sobą opartej o praktykę.
Rozmowy o duchowości bez praktyki są jak rozmowy o podróży bez wyruszania w nią – o tym, jak można by ją odbyć i dokąd mogłaby prowadzić oraz co można by odkryć. Takie rozważania bywają pasjonujące, ale z czasem mogą się znudzić lub pozostawić niedosyt. W pewnym momencie pojawia się pragnienie, by naprawdę wyruszyć w drogę. W przeciwnym razie etap marzeń i przygotowań nigdy się nie kończy – wyobrażona podróż staje się iluzją i namiastką, która nie pozwala niczego doświadczyć, a jedynie nieco osładza życie.
Podobnie jest z duchowością – jeśli przekujemy inspirację w działanie, mamy szansę na realną zmianę. Nawet jeśli dzieje się to powoli, krok po kroku, mamy szansę znaleźć się w innym miejscu tylko wtedy, kiedy naprawdę działamy i robimy choćby ten jeden krok – a nie wtedy, kiedy tylko o tym rozmawiamy. Można to porównać do ćwiczeń fizycznych – samo czytanie na ich temat nie podnosi sprawności fizycznej. Dopiero trening, a więc praktyka czyni różnicę.
Faktem jest, że opowieści o rozwoju duchowym dosyć długo mi wystarczały. Lubiłem rozważać różne zagadnienia, analizować ich wiarygodność, szukać ich sensu – można chyba powiedzieć, że było to swego rodzaju moim hobby. I odzwierciedlało wielką ciekawość poznawczą. Poza tym refleksje i historie innych ludzi pozwalały mi podtrzymywać nadzieję, że także ja wypracuję jakieś trwałe i ważne dla mnie efekty. Z czasem jednak coraz wyraźniej czułem irytację, która wynikała ze stopniowego zdawania sobie sprawy, że to kolejne słowa, a ja potrzebuję działania i widocznych efektów. Dopiero wtedy mocniej skoncentrowałem się na praktyce. Jednak te zmiany w moim podejściu zachodziły powoli, na przestrzeni miesięcy i lat.
Praktyka duchowa w codzienności
Wydaje mi się ważne, aby nie zapominać, że duchowość jest rodzajem wewnętrznej inżynierii, nastawionej na przebudowę sposobu, w jaki działa nasza świadomość. Oznacza to, że jest metodą bardzo praktyczną, a nie odmianą wiecznego „klubu dyskusyjnego”.
Nie wystarczy pielęgnowanie idei – potrzebne są ćwiczenia i praktyczne rozwijanie konkretnych umiejętności. Oczywiście – jak pisałem wcześniej – zbieranie i sprawdzanie różnych informacji również jest potrzebne – inspiruje, wskazuje kierunek i buduje wstępną wiarygodność metody, którą mielibyśmy stosować. To ostatnie jest szczególnie ważne, bo jeśli już inwestujemy swój wysiłek i czas, lepiej żeby były to praktyki o głębokiej wiarygodności – one mają szansę z czasem zadziałać. Z tego powodu warto unikać tworzonych w przelocie „instagramowych” koncepcji na temat metod rozwoju duchowego.
Na początku drogi zwykle większe znaczenie ma etap zbierania informacji (książki, internet, warsztaty), ale przychodzi moment, gdy coraz ważniejsza staje się regularna praktyka – siadamy do medytacji, by zgodnie z wybraną metodą pobyć ze swoją świadomością, czyli de facto ze sobą, z uwagą skierowaną do wewnątrz. Jeszcze później przychodzi etap, w którym jakieś aspekty praktyki zaczynają towarzyszyć nam na stałe w codziennych czynnościach i sytuacjach, mają miejsce niejako w tle.
Codzienne prozaiczne czynności mogą wtedy wręcz stać się okazją do rozwoju. Możemy ćwiczyć skupienie uwagi na tym, co robimy – gotując posiłek, starając się nie wybiegać myślami albo rozmawiając z dzieckiem – kierując na nie pełną uwagę. Możemy rozwijać zdolność zarządzania strumieniem myśli — na przykład jadąc samochodem i, choćby przez pewien czas, obserwując otoczenie bez nazywania widzianych rzeczy słowami. Możemy zauważać momenty, gdy nawykowo uciekamy od zadowolenia w zamartwianie, i świadomie się z tego wycofywać, korzystając m.in. z różnych metod opisanych w Materiałach dla Ciebie.
Każdy wybiera taki zakres praktyki, który najbardziej mu odpowiada. To podejście jest bardzo ważne, bo ułatwia sięganie po dane metody. Rozwój jest skuteczniejszy, gdy elementy praktyki wewnętrznej, choćby drobne, towarzyszą nam w ciągu dnia, a nie tylko w czasie sesji medytacji.
Poza tym, rozwój staje się dla nas bardziej korzystny i mniej opresyjny, jeśli znajdujemy w sobie chociaż trochę zgody na fakt, że nie zawsze uzyskujemy dokładnie to, czego byśmy chcieli lub tak szybko, jak byśmy chcieli. W przeciwnym razie łatwo popadać we frustrację i zniechęcenie.
Duże znaczenie ma również rozwijanie akceptacji dla bieżącej chwili. Polega to na przybliżaniu się do zrozumienia, że to, co przeżywamy w danym momencie życia, jest nieuchronne i nie ma sensu zbyt długo denerwować się, że nie jest inaczej. Nie oznacza to bierności – możemy dążyć do zmiany i planować potrzebne działania, ale obecny moment i tak jest zawsze taki, jaki jest. Nie odmienimy tego, co jest, tylko przeżywając sprzeciw i bunt na zastaną rzeczywistość.
Takie podejście oszczędza część frustracji i pomaga zachować równowagę, gdy sprawy nie toczą się dokładnie po naszej myśli. Warto poświęcać im tylko tyle uwagi, ile wymaga podjęcie kolejnego kroku.
Kolejny ważny element to budowanie życzliwej, przyjacielskiej postawy wobec siebie (co nie wyklucza rozpoznawania własnych ograniczeń i błędów) – bez tego trudno o przemianę duchową. Również silne emocje, jeśli powracają uporczywie – jak wstyd, lęk, poczucie winy czy gniew – także ograniczają rozwój, powodując cierpienie, przełączając w tryb przetrwania i zamykając nas w niższych rejestrach skali Hawkinsa.
Czasem też, by pójść dalej, trzeba zatroszczyć się o ciało. Zły stan fizyczny może nasilać lęki czy obniżać nastrój, utrudniając pracę nad świadomością. Jesteśmy całością – ciało, umysł i energia współdziałają ze sobą. Rozregulowane lub przemęczone ciało utrudnia osiągnięcie równowagi umysłowej.
Wskazówka dla początkujących w poszukiwaniach
Skoro duchowość to dziedzina praktyczna, warto zwracać uwagę, skąd czerpiemy wiedzę o praktykach, które chcemy stosować. Warto uważnie wybierać sobie nauczycieli. Regularnie stosowane praktyki mają bowiem istotny wpływ na nasz umysł, ciało i energię – dlatego ważne, by ten wpływ był pozytywny i zgodny z intencjami.
Wiele osób uczy dziś innych zdobywając wiedzę na krótkich kursach, często kilkumiesięcznych a nawet kilkutygodniowych, które przedstawiają jedynie wyrywkową i fragmentaryczną wiedzę. Coraz częściej ludzie przechodzą zadziwiająco szybko z roli ucznia do roli nauczyciela – może to znak naszych czasów, epoki natychmiastowości symbolizowanej przez TikToka i Instagrama. Na pewno jest to przejaw ignorancji – niezdawania sobie sprawy przez takiego nauczyciela, jak wiele jeszcze nie rozumie i nie wie.
Gubi się w tym perspektywa stopniowego przyswajania wiedzy, w oparciu o doświadczenia zdobywane na przestrzeni lat, pod okiem doświadczonych praktyków. Zacierają się też naturalne etapy, kiedy zaczynamy od rozwijania się w roli ucznia, z biegiem czasu coraz bardziej zaawansowanego, który w pewnym momencie wchodzi w rolę osoby uczącej innych, ale robi to stopniowo i pod okiem osoby bardziej doświadczonej.
Gdy chodzi tylko o wymianę poglądów, ten trend nie powoduje dużych problemów. Możemy się z czymś zgodzić lub nie. Inaczej wygląda sytuacja, gdy otrzymane wskazówki mają realny wpływ na naszą praktykę. Praktyka wpływa zaś na umysł, metabolizm i procesy energetyczne. Wówczas poprawność stosowanej metody, a czasem – na bardziej zaawansowanych etapach – nawet dopasowanie jej do indywidualnych potrzeb staje się kluczowe.
Dobrym przykładem jest współczesne praktykowanie asan, często utożsamiane z całą jogą. Same asany są dziś praktykowane na wiele różnych sposobów, niekiedy bardzo odległych od ich pierwotnego miejsca i celu w tradycji jogi. Sprowadzenie jogi do tego jednego elementu można porównać do korzystania z samolotu, któremu odcięto skrzydła. Jedni z zaciekawieniem oglądają wszystkie przełączniki i światełka w kabinie, inni zachwycają się jego przyspieszeniem na pasie. Ktoś, kto wie, że maszyna została skonstruowana do latania, widzi jednak przede wszystkim utraconą możliwość.
Podobnie jogę można traktować jako przedmiot intelektualnego zainteresowania, a praktykowanie asan – kiedy odbywa się prawidłowo – jako wartościową formę dbania o sprawność i samopoczucie. W tradycji jogi asany stanowiły jednak część znacznie szerszej drogi, obejmującej również pracę z oddechem, umysłem i świadomością. Problem zaczyna się wtedy, gdy wybrany fragment przedstawia się jako całość albo modyfikuje praktykę bez dostatecznego rozumienia jej działania i możliwych konsekwencji takich zmian.
Dla osób początkujących bezpiecznym punktem wyjścia są znane, sprawdzone tradycje. Przykładem są kilkudniowe programy o różnym stopniu zaawansowania, obejmujące medytację, ćwiczenia oddechowe, asany, prowadzone przez wykwalifikowanych nauczycieli, oferowane przez działające na całym świecie organizacje – poniżej podaję przykłady:
W jodze – programy fundacji Isha (isha.sadhguru.org) lub organizacji Art of Living (artofliving.org). W buddyzmie – kursy Vipassany (dhamma.org). Dla osób stawiających pierwsze kroki w rozwoju wewnętrznym uważność (mindfulness) nauczana przez certyfikowanego nauczyciela może być dobrym początkiem.
Duchowość nie jest światopoglądem, lecz praktyką przemiany świadomości. Zaczyna się w chwili, gdy przestajemy tylko o niej mówić – i zaczynamy jej doświadczać.
O autorze
Paweł Malinowski – psychoterapeuta i lekarz. Od ponad 20 lat łączy podejście psychodynamiczne ze współczesną wiedzą o neurobiologii, regulacji emocji, znaczeniu doświadczeń relacyjnych oraz całościowym podejściu do zdrowia. Autor książki „Umysł, ciało, duchowość”. Więcej o mojej pracy można przeczytać w zakładce O mnie.



