Opisuję mechanizm flashbacku emocjonalnego, który jest kluczem do zrozumienia wielu trudnych sytuacji: „burz w szklance wody”, większości „nierozwiązywalnych problemów” w parach, powracających konfliktów, nagłych i bolesnych zranień z mało uchwytnych powodów, a także fal zalewającego wstydu, obezwładniającego lęku czy porywów wściekłości. Reakcje te zwykle mają u podłoża dynamikę flashbacku emocjonalnego.
Pokazuję również, jak mechanizm ten wiąże się z dziecięcą traumą relacyjną, i korzystam z przykładów, które pomagają lepiej zrozumieć jego działanie. Mam nadzieję, że tekst pomoże osobom doświadczającym takich reakcji lepiej rozumieć siebie i otworzy drogę do stopniowej poprawy.
Na czym polega flashback emocjonalny?
Flashback emocjonalny jest charakterystycznym elementem c-PTSD (złożonego PTSD) i, szerzej ujmując, traumy rozwojowej, która może mieć różne nasilenie – czasem niewystarczające jeszcze do postawienia formalnej diagnozy c-PTSD, ale powodujące już wyraźne objawy.
Jest konsekwencją traumy relacyjnej w dzieciństwie (tj. traumy rozwojowej), zarówno tej wywołanej poprzez nadużycie i aktywną przemoc – czyli nadmiar tego, co krzywdzące i szkodliwe – jak i będącej skutkiem znaczącego i powtarzającego się zaniedbania emocjonalnego – czyli braku tego, co dobre i potrzebne do rozwoju.
Flashback emocjonalny odpowiada za dużą część cierpienia, jakiego w dorosłym życiu doświadcza osoba, która zaznała traumy rozwojowej. Komplikuje też bardzo relacje z ludźmi, bo szczególnie mocno daje o sobie znać w bliskich relacjach – choć nie tylko w takich.
Pojęcie flashbacku emocjonalnego jest bardzo użyteczne – zarówno dla osób zmagających się z konsekwencjami traumy relacyjnej, jak i dla psychoterapeutów im pomagających. Pozwala zrozumieć, skąd biorą się nagle pojawiające się i niezrozumiałe emocje, mocno zakorzenione w przeszłości. Pozwala też obrać właściwą strategię pracy z nimi.
Termin ten po raz pierwszy wprowadził Pete Walker w swojej bestsellerowej książce „Złożone PTSD: od przetrwania do pełni życia”, wydanej po raz pierwszy po angielsku w 2013 roku, a po polsku w 2024. Co ważne, podany przez Walkera funkcjonalny opis flashbacku emocjonalnego okazał się spójny ze współczesną wiedzą o dynamice traumy pochodzącą z neuronauki. Rozwinięcie mechanizmów neurofizjologicznych znajdziemy między innymi w ciekawej książce „Strach ucieleśniony” znanego badacza traumy Bessela van der Kolka.
Koncepcja flashbacku emocjonalnego jest jedną z tych, nie tak znowu licznych, które mogą w krótkim czasie wnieść coś bardzo praktycznego do procesu psychoterapii. Łączy perspektywę kliniczną z neuronaukową i łatwo integruje się z podejściami uwzględniającymi pracę nad doświadczeniem nieświadomym oraz kontekst rozwojowy i relacyjny psychiki (psychodynamiczne, Gestalt, systemowe).
Zasadniczo flashback emocjonalny polega na tym, że niespodziewanie i nagle wybudzają się przeżycia pochodzące z dawnych doświadczeń (np. lęk, wstyd, wściekłość), ale bez pamiętania okoliczności zdarzeń, które kiedyś je wywoływały. Ożywa więc reakcja emocjonalna i idący z nią w parze impuls do działania, ale nie pamiętamy pierwotnego bodźca. W efekcie jesteśmy przekonani, że za wszystko odpowiada bieżąca sytuacja – co często prowadzi do szukania pełnej przyczyny w zachowaniu konkretnej osoby.
Triggery… i zamieszanie, które wprowadzają emocje
Trigger, czyli wyzwalacz, działa jak spust w broni. Tę trafną metaforę przywołuje często w swoich wystąpieniach Gabor Maté. Spust to niewielka część mechanizmu, a wystarczy go lekko dotknąć, by uruchomić dużą reakcję. Jednak ładunek wybuchowy znajduje się wewnątrz, nie na zewnątrz. Podobnie jest we flashbackach emocjonalnych.
Flashbacki emocjonalne to specyficzny przypadek, gdy zaufanie pokładane w emocjach może być mylące. A przecież z wielu źródeł słyszymy, ze emocjom warto ufać. To tworzy dylemat i pomieszanie…
Emocje w swojej naturze są oczywiście prawdziwe i niosą ważną informację. Jednak w przypadku flashbacków ich znaczenie odnosi się głównie do przeszłości – tylko o tym wówczas nie wiemy. Ich intensywność wynika z przeszłych zdarzeń, a w mniejszym stopniu z aktualnych. Bieżące wydarzenie jest tylko wyzwalaczem.
Potrzeba czasu i motywacji, aby rozwinąć umiejętność zauważania tej rozbieżności. Najpierw udaje się to dopiero po czasie, gdy emocje opadną; z czasem – na bieżąco. Tylko zdrowe, obserwujące ego, reprezentowane przez wewnętrznego opiekuna, pozwoli z czasem rozwinąć tę umiejętność. Praktykowanie empatycznej samoobserwacji stopniowo wzmacnia właśnie tę część psychiki.
Reakcje wynikające z flashbacku są odczuwane jako bardzo prawdziwe i intensywne, często są to: niepokój, poczucie winy, wstyd i wściekłość. W parze z nimi idą reakcje ujawniające się w myślach albo też w działaniu, jak: samokrytyka, zwątpienie w siebie, przekonanie o beznadziejności, bierność, wrogość, skrajne obwinianie siebie lub kogoś. Wszystko razem stanowi „materiał wybuchowy”, który choć odpowiada za całą reakcję flashbackową, to znajduje się głównie w pamięci dawnych przeżyć, a nie w bieżącej sytuacji.
Osobie, która tego doświadcza, często wydaje się jednak inaczej. To z kolei uruchamia zapętlenie – bezowocne próby „rozwiązania problemu” tak, jakby cała jego przyczyna znajdowała się w aktualnej sytuacji albo w zachowaniu drugiej osoby. Przekłada się to na obciążanie drugiej osoby pełną odpowiedzialnością za regulowanie stanu psychicznego osoby, która doświadcza flashbacku. Taka dynamika może być szczególnie widoczna u osób z rysami narcystycznymi ukrytymi lub wrażliwymi, a także z rysami borderline.
W odniesieniu do dynamiki związku, Pete Walker zwraca uwagę, że większość konfliktów par składa się, jego zdaniem, w nawet 90% z powtórnego odczuwania bólu z przeszłości, a nierzadko tylko w 10% z bólu aktualnego.
Nie znaczy to, że będąc we flashbacku emocjonalnym nie możemy doświadczać również realnej krzywdy. To także trzeba mieć na uwadze – zwłaszcza u osób o rysach współzależnych (ang. codependent) lub masochistycznych, które mogą brać nadmierną odpowiedzialność za relację, umniejszać własną przykrość i pomijać przejawy złego traktowania.
Rozróżnienie „tu i teraz” od „dawniej” bywa na początku trudne. Zwykle jednak przykrość, jaka faktycznie nas spotyka jest niewspółmierna do siły naszej reakcji. Źródłem problemu nie jest wtedy wyłącznie rozmiar bieżącego bodźca, lecz w dużej mierze siła reakcji wynikająca z dawnych zranień.
Osoby doświadczające flashbacku często upierają się: „gdybyś tylko inaczej to ujęła, użyła innych słów, nie poczułbym się tak okropnie”. W rzeczywistości najczęściej nie jest to prawdą – padłyby inne słowa, a i tak dotknęłyby „czułej struny”. Niektóre osoby silnie reagują na jakiekolwiek niedopasowanie, ponieważ uruchamia ono bolesny flashback odrzucenia, nieuwzględnienia albo emocjonalnego opuszczenia. Bywa to szczególnie wyraźne przy mocno zaznaczonych rysach narcystycznych ukrytych lub wrażliwych.
Zdarza się również, że cecha jednego partnera – na przykład szorstkość w formułowaniu myśli albo mniejsza potrzeba kontaktu – nakłada się na uwrażliwienie drugiego, pochodzące z traumy rozwojowej. Wtedy obie strony mogą nieświadomie wzmacniać swoje reakcje.
To uwrażliwienie, czyli „czuła struna”, wynika głównie z trudnych okoliczności relacyjnych w dzieciństwie, ale częściowo także z wrodzonych predyspozycji układu nerwowego – np. wyższej podatności na lęk albo dużej wrażliwości na brak dostrojenia w relacji. Ponieważ mechanizm triggerowania jest interaktywny, oprócz pracy indywidualnej często potrzebna bywa także terapia pary.
Mechanizm traumy relacyjnej
Na poziomie neurofizjologii flashback emocjonalny wynika z zakłóconej komunikacji między układem limbicznym („środkowy mózg”, przetwarzanie emocji) a korą przedczołową („górny mózg”, refleksja).
Brak komunikacji dotyczy doświadczeń, które były traumatyczne – przeciążyły układ nerwowy i zostały odebrane jako zagrożenie przetrwania (przekraczały możliwości dziecka, by je przetworzyć).
Dlaczego znaczące problemy w relacji z opiekunami (albo z rówieśnikami) mogą być odbierane przez umysł dziecka jako zagrożenie przetrwania? Mózg ssaków jest relacyjny. Jak trafnie zauważa Gabor Maté, mamy dwie fundamentalne potrzeby: więzi (kontaktu) i autentyczności (rozpoznawania wewnętrznego stanu, a więc własnych potrzeb).
Obie są podstawą przetrwania. Człowiek długo pozostaje zależny od opiekunów, stąd znaczenie więzi; z kolei autentyczność pozwala rozpoznać potrzeby i zasygnalizować je otoczeniu. Jednak więź ma pierwszeństwo – autentyczność niewiele znaczy bez kogoś, kto się nami zaopiekuje.
Gdy więź jest zagrożona, mózg dziecka czyta to jako zagrożenie życia. Im młodsze dziecko, tym silniejsza reakcja. Później poważne problemy w grupie rówieśniczej („stado”) są przez społeczny mózg interpretowane podobnie.
Ewolucyjnie żyliśmy we wspólnotach; wykluczenie groziło śmiercią. Ten ślad pozostał w nas po tysiącach lat życia w dzikim środowisku. Jesteśmy społeczni, a na początku życia wyjątkowo bezradni – potrzebujemy ludzi.
Stąd przywiązanie to jedna z najważniejszych potrzeb. Dzięki niemu możliwe jest zaspokojenie potrzeb biologicznych (pożywienie, schronienie) i emocjonalnych (kontakt, wymiana emocjonalna, współregulacja pobudzenia). Układy nerwowe regulują się wzajemnie, zwłaszcza w bliskich relacjach.
Współregulacja jest niezbędna do prawidłowego rozwoju. Podkreślają to Laurence Heller i Aline LaPierre w Leczeniu traumy rozwojowej (model NARM). Allan N. Schore w Affect Dysregulation and Disorders of the Self pokazuje, że samoregulacja rozwija się poprzez wcześniejsze doświadczenie wspólnej regulacji z opiekunem.
Nie każdy konflikt i chwilowe naruszenie więzi wywołuje traumę. Decydujące są długotrwały dysfunkcyjny klimat rodzinny, często powtarzające się zagrożenia oraz brak wsparcia (kogoś, kto wysłucha, zrozumie, pomoże). Gdy wsparcie jest obecne, trauma zwykle bywa słabsza – a czasem nie rozwija się.
Krzywda nie zawsze wynika z wrogiego nastawienia wobec dzieci. Częściej jej źródłem są np. przewlekła depresja jednego z rodziców przy emocjonalnej niedostępności drugiego, długotrwała choroba w rodzinie czy po prostu deficyty emocjonalne rodziców – brak kontaktu z własnymi emocjami i, w konsekwencji, z emocjami dziecka. Na poziomie intencji mogli chcieć dobrze – ale nie potrafili stworzyć dziecku poczucia emocjonalnego bezpieczeństwa i łączności.
Bywają też niestety sytuacje rodzicielstwa przemocowego, nawet okrutnego, i to częstsze, niż chcielibyśmy myśleć.
Dlaczego komunikacja w mózgu ulega zakłóceniu? Bo funkcje korowe są automatycznie tłumione, gdy umysł przełącza się w tryb przetrwania (u małych dzieci kora jest przy tym jeszcze słabo rozwinięta). Emocjonalny mózg przejmuje ster i reaguje szybciej – kosztem dokładności. Szybka reakcja wobec zagrożenia oznacza większe szanse na przetrwanie, jest to ewolucyjny mechanizm adaptacyjny, który w złożonych sytuacjach społecznych zawodzi.
Mamy więc osłabioną komunikację między korą a układem limbicznym. Brakuje przestrzeni na refleksję i korektę reakcji emocjonalnej. Nawet jeśli ktoś rozumie, że „przesadza”, uczucie się nie zmienia.
W terapii pacjenci opisują mocniejsze flashbacki tak: „Wiem, że moja reakcja jest zbyt silna, ale ta świadomość nic nie zmienia.” Albo: „Wiem, że reaguję jak na obwiniającego ojca, choć to była konstruktywna krytyka – ale i tak czuję to samo.”
Doświadczenie leżące u podłoża flashbacku nie może być skutecznie zmentalizowane, bo zakłócona jest komunikacja między obszarami mózgu. Rozsądnie brzmiące wyjaśnienia pozostają intelektualizacją / pseudomentalizacją. Uczucia nie integrują się z poznaniem – i nie podlegają regulacji.
Po pierwsze, kora przedczołowa i układ limbiczny funkcjonują zbyt niezależnie. Po drugie, sam „środkowy” mózg jest zakłócony podczas traumatycznych przeżyć. Normalnie we wzgórzu bodźce zmysłowe (wzrok, słuch, zapach, dotyk) zbierane są w pakiety i tak trafiają do ciała migdałowatego. Gdy pakietowanie zawodzi, pojedynczy bodziec (np. brzmienie głosu, zapach) może łatwo wywołać fałszywy alarm – np. gdy nie odróżnimy smutnej twarzy od wściekłej, bo mózg przetwarza za mało danych.
Prawda emocji a siła reakcji we flashbacku
W konsekwencji opisanych zakłóceń flashback staje się reakcją niewspółmierną do bodźca, którą trudno zmienić refleksją i/lub trudno oprzeć się impulsowi działania pod jej wpływem. Reakcja nie podlega dobrej regulacji korowej.
Podczas flashbacku emocje są prawdziwe, cierpienie jest prawdziwe, a zdarzenie, które je teraz zapoczątkowało, rzeczywiście miało miejsce – i mogło być nieprzyjemne. Jednak często nie więcej niż 1/3 siły reakcji wywołują bieżące okoliczności, a zdarza się, że jest to nawet znacznie mniej.
Trochę przykrości wydarzyło się naprawdę; reszta to wybudzone wspomnienie emocjonalne. Jakiś element sytuacji przez analogiczne skojarzenie aktywował w układzie limbicznym dawny ślad – i nastąpiła swego rodzaju „wklejka”.
Układ limbiczny zdecydował sam: „O! dobrze to znamy”. Zrobił to w typowy, uproszczony sposób, bez „prośby” o analizę do kory. Skoro kora i układ limbiczny „nie rozmawiają”, nie dotarła informacja skąd jest to wspomnienie – ani, że to w ogóle jest wspomnienie.
Ból zranienia czy opuszczenia jest więc wielokrotnie wzmocniony. Cierpimy naprawdę, ale nie wiemy, że tylko 1/3 bólu, albo mniej, pochodzi z „tu i teraz”, a 2/3 to nasza dawna rana.
Ponieważ emocje czujemy naprawdę, całość wydaje się prawdziwa i spowodowana obecnym wydarzeniem – często przez osobę, której zachowanie uruchomiło reakcję. Mamy poczucie słuszności i racji. Przy tym nie chcemy zaprzeczać własnym emocjom – uparcie obstajemy przy własnym odbiorze sytuacji.
Ten mechanizm zniewala, utrwala schematy. Historia miesza się z teraźniejszością. Im wcześniejsza i głębsza trauma, tym silniejsza reakcja i mocniejsze przekonanie o słuszności – a więc większe zniewolenie (pozycja ofiary).
Można w ogóle nie zdawać sobie sprawy, że reakcja jest nadmierna, co jest częste przy narcyzmie ukrytym i cechach typu borderline. Można też wiedzieć już o flashbacku, co samo w sobie jest postępem w zdrowieniu, i nawet potrafić powstrzymać działanie prowokowane przez flashback – a mimo to przeżycie nie chce się zmienić i wciąż wraca w podobnych sytuacjach. To męczące i zniewalające, bo odbiera wpływ i wybór.
Przy mocniejszych flashbackach pojawiają się trzy istotne elementy: poczucie bezczasowości (jakby ten stan miał trwać wiecznie), czasowa amnezja wszystkiego, co dobre w relacji oraz zanik empatii wobec osoby postrzeganej jako „sprawca krzywdy”. Te trzy elementy będą występowały częściej i mogą być bardziej nasilone w przypadku stylu charakteru, jak narcyzm ukryty, a tym bardziej na poziomie funkcjonowania borderline.
Może też zanikać świadomość własnej napastliwości w trakcie „koniecznej obrony” self. Wszystko we własnym zachowaniu wydaje się wtedy słuszne i sprowokowane przez drugą osobę. To bardzo utrudnia rozwiązywanie konfliktów w parze – bez minimum empatii trudno o zrozumienie siebie nawzajem.
Flashbacki mogą być krótkie lub długie oraz słabe lub intensywne: wyobraźmy sobie je na skali od 1 do 10, nie są to bowiem zjawiska zero-jedynkowe. Z dużym prawdopodobieństwem także przeniesieniowe reakcje, których nie da się unormować refleksją, zawierają istotną komponentę flashbacku – odnoszę wrażenie, że praktycznie rzecz biorąc mogą to być te same zjawiska. Dotyczy to także projekcji, zwłaszcza tych mocniejszych.
Bywa jednak, że przeniesienie nie ma podłoża wynikającego z traumy (komunikacja kora–limbiczny nie jest zaburzona) a wtedy łatwiej jest je regulować refleksją i mentalizacją.
Przykłady flashbacków emocjonalnych
Do przykładów należą:
- nagły przypływ zwątpienia lub utrata nadziei przy zwykłym niepowodzeniu;
- głębokie urażenie przy błahym nieporozumieniu;
- znaczny niepokój w zwykłych interakcjach społecznych;
- wściekłość lub impuls wrogości wobec kogoś z powodu zwykłej frustracji (np. jednorazowego poczucia niezrozumienia);
- bolesne poczucie opuszczenia / zignorowania / nieważności z powodu braku zainteresowania czy nawet chwilowego braku odpowiedzi na naszą potrzebę.
Silniejsze flashbacki potrafią zawładnąć psychiką i wprowadzić w stan dziecięcej bezradności: „świat mnie przerasta”. Łagodniejsze łatwo pomylić z codziennymi reakcjami i przeoczyć ich flashbackowy komponent. Może to być na przykład awersja do jakiegoś elementu stroju lub wyglądu, która wykracza poza zwykłe preferencje i gust – na przykład do koronkowych elementów ubrania albo męskiego zarostu – mimo że nie są one „ekstremalne” w sensie normy społecznej.
Wskaźnikiem aktywnego flashbacku mogą być też nawykowe strategie obronne służące unikaniu bolesnych lub w inny sposób trudnych emocji i doznań: długie milczenie, nagła potrzeba odsunięcia się od bliskiej osoby, zawierająca w sobie zobojętnienie lub wrogość – jawna albo obecna tylko w fantazjach, a także nerwowe „załatwianie spraw”, gonitwa myśli, ucieczka w świat wyobraźni, gry albo seriale.
Inny przykład dotyczy wyjścia z flashbacku w codziennej sytuacji. Żona planuje dwa spotkania z przyjaciółkami – w sobotę i w niedzielę. Mąż proponuje: „Może dziś zrobisz jedno spotkanie, a cały drugi dzień zostawimy na nasze sprawy?”. Żona się zgadza. W drodze na spotkanie narasta w niej frustracja i żal. Myśli: „uległam, miałam za mało asertywności”. Na miejscu robi chwilę self-spottingu, czyli odmiany Brainspotting™ do pracy własnej, i odkrywa bunt: „to nie wtedy, kiedy chciałam!”. Dociera do niej, że jest to dziecięcy bunt związany z sytuacjami, w których była namawiana, by ustępować bratu. Wraca spokój i zadowolenie. Co ważne, wcześniejsze próby „przemówienia sobie do rozsądku” nie działały – co jest typowe dla flashbacku.
Błahe triggery, duże reakcje
Często drobne, pozornie neutralne zdarzenia wywołują flashbacki emocjonalne. Pete Walker opisuje u siebie między innymi silny strach i kompulsywne poprawianie wykładu tuż przed wystąpieniem – jako flashback do odrzucenia i braku akceptacji – czy napięcie pojawiające się w kuchni, na przykład przy rozlaniu czegoś albo zagubieniu przyprawy.
Podobnie zaczyna się wiele zjadliwych kłótni. Najpierw nieświadomie uruchomiony zostaje jeden z partnerów, po chwili często także drugi, a oboje zaczynają funkcjonować w dynamice flashbacku i rozszczepienia na „sprawcę” i „ofiarę”.
Mój własny przykład: siadam rano do pracy nad tekstem, ale po południu mam sprawy, których nie mogę przełożyć. Wciągam się w pracę, czuję presję czasu i w końcu muszę przerwać, żeby wyjść z domu. Pojawia się krótki przypływ wściekłości i rozgoryczenia – niewspółmierny do sytuacji.
Można by pomyśleć, że to zwykła reakcja na frustrację, być może z komponentem ADHD, i przejść nad tym do porządku dziennego. Jednak jej siła mnie zastanowiła. W takim momencie warto uważniej zbadać reakcję, ale bez zbyt szybkiego tworzenia intelektualnych hipotez. Mogą być pociągające, lecz łatwo stają się pseudomentalizacją, jeśli nie zostawimy miejsca na to, żeby doświadczenie zostało najpierw poczute i objęte uwagą. Potrzebujemy pobyć z nim przez chwilę i pozwolić, żeby zrozumienie albo skojarzenie pojawiło się w bardziej naturalny sposób.
Zatrzymuję się więc na kilka minut i daję przestrzeń temu doświadczeniu. Wspieram proces z pomocą EMDR albo EFT tappingu. Okazuje się, że to flashback do dziecięcego „nie teraz” – sytuacji, w których zabraniano mi dalej się bawić. Wściekłość okazuje się niezgodą, a rozgoryczenie – bezradnością i desperacją.
Przetworzenie flashbackowej składowej przynosi ulgę i zmniejsza siłę reakcji. To samo zdarzenie, przeżywane już bardziej z perspektywy „tu i teraz”, przestaje mieć tak obezwładniający ładunek. Frustracja czy dyskomfort mogą pozostać, ale stają się bardziej proporcjonalne do aktualnej sytuacji. Możemy też wyraźniej zobaczyć, że obecne zdarzenie tylko obudziło dawną reakcję, której siła należy przede wszystkim do przeszłości.
Łagodzenie reakcji flashbackowych
Szerzej o metodach regulowania emocji i wyciszania flashbacków emocjonalnych piszę w osobnym artykule. Tutaj chcę jedynie krótko pokazać, dlaczego metody takie jak EMDR, EFT tapping czy self-spotting mogą pomagać w wychodzeniu z reakcji flashbackowej.
EFT tapping jest metodą zdobywającą stopniowo uznanie w pracy psychologicznej. Może ułatwiać przetwarzanie trudnych emocji, także tych obecnych we flashbacku, a zastosowany właściwie pomaga również rozwijać ego obserwujące. To z kolei wspiera wewnętrzną relacyjność, ponieważ w trakcie tappingu, prowadzonego z pozycji życzliwego dorosłego „ja”, czyli wewnętrznego opiekuna, opisujemy bieżące doświadczenie – w tym doznania cielesne.
W rozwijaniu życzliwego podejścia wobec siebie pomocne bywa personifikowanie własnych przeżyć, mechanizmów obronnych czy odczuć cielesnych aktywnych „tu i teraz”. Dzięki temu łatwiej traktować je jak młodsze lub mniejsze części siebie, do których możemy się zwrócić. Możemy mówić o „mniejszym ja”, „wewnętrznym dziecku” albo bardziej ogólnie o „czymś we mnie” i opisywać na przykład: „mniejsze ja boi się”, „chce się schować”, „jest zagubione”, „chce ze złości gryźć”, „traci nadzieję”, „poczuło się pewniej”, „odczuwa mrowienie”, „czuje przypływ energii”, „usypia”. W pewnych momentach warto też krótko nazwać kontekst tego przeżycia: czego ono dotyczy i co je uruchomiło. Jest to pokrewne podejściu IFS (ang. Internal Family Systems), które rozwinął psychoterapeuta Richard C. Schwartz.
Takie podejście pomaga stopniowo wyodrębniać ego obserwujące, ponieważ oddziela obserwatora od zalewającego przeżycia, a tym samym zmniejsza identyfikację z flashbackiem. Daje nam wewnątrz „kogoś”, kto może pomóc w trudnych chwilach. Zmniejsza zależność od innych w regulacji emocji, czyli w kojeniu stanów wewnętrznych, i poprawia samoregulację. Równocześnie dzięki takiej praktyce rośnie zdolność mentalizacji.
Co ciekawe, skrajna zależność relacyjna i brak samoregulacji same w sobie mogą stawać się triggerem, ponieważ przypominają stan małego dziecka: bezradnego, zależnego od opiekunów i pozbawionego wewnętrznych sposobów ukojenia. Mogą więc uruchamiać dawny zapis relacyjnej zależności, opuszczenia emocjonalnego i braku dostatecznego ukojenia – czyli doświadczeń, które często leżą u podłoża traumy rozwojowej.
Umiejętne zastosowanie metod takich jak EFT tapping, EMDR czy self-spotting wielu osobom ułatwia omijanie intelektualizacji, wspiera odsłanianie skojarzeń, a także wychodzenie z izolacji afektu czy z niektórych stanów dysocjacyjnych. Chociaż techniki te mają wyraźną strukturę, rozumiejąc ich istotę i dynamikę procesów psychicznych, można stosować je także elastycznie, okazjonalnie i, w gruncie rzeczy, psychodynamicznie.
Stopniowo przybywa także badań dotyczących EFT tappingu. W artykule z 2018 r. „Guidelines for the Treatment of PTSD Using Clinical EFT (Emotional Freedom Techniques)” autorzy odwołują się do ponad 100 badań klinicznych wskazujących na korzystne efekty tej metody między innymi w obszarze lęku, nastroju depresyjnego, napięciowego bólu głowy i PTSD.
Nadzieja mimo trudnej sytuacji – droga do zdrowienia
Na koniec zacytuję Eckharta Tollego, który – choć moim zdaniem przecenia możliwości zmiany płynącej z samej tylko samoobserwacji, to bardzo trafnie ujmuje pewne kwestie:
„Bądź przynajmniej tak zainteresowany swoimi własnymi reakcjami, jak ludźmi i sytuacjami, które te reakcje wywołują.”
Gdy jesteśmy striggerowani, to nie jest wyłącznie trudny moment – to również okazja do życzliwego zwrócenia się ku sobie i zrobienia porcji pracy wewnętrznej. Możemy podjąć – choćby nieporadną – próbę zatrzymania uwagi przy sobie (przełamywanie schematu opuszczania siebie w trudnych emocjach). Może pojawi się odrobina zainteresowania, by zapytać: skąd ja już to znam? O czym to jest? Gdzie mnie to prowadzi – i czy chcę iść w tę stronę? Tak uczymy się stopniowo brać odpowiedzialność za siebie – z pozycji przyjaciela (zdrowe ego), nie prokuratora (dysfunkcyjne superego).
Można powiedzieć, że kiedy jesteśmy striggerowani, mamy zasadniczo dwie drogi:
1. Odruchowo odpowiedzieć na bodziec: zaatakować, zlekceważyć, wycofać się (mechanizmy obronne).
2. Pozostać przy emocji: zachowując uważność i otwartość (np. allowing/letting go), życzliwość wobec siebie (wewnętrzny opiekun) i decydując się na małą porcję pracy (np. EFT tapping).
W spokojniejszym czasie, kiedy nie targają nami silne emocje, warto też poznać 13 kroków pracy z flashbackiem opracowanych przez Pete’a Walkera – mogą być „pierwszą deską ratunku”, a przede wszystkim pomogą zorientować się, że mamy do czynienia z flashbackiem.
To pozwala ruszyć w kierunku zmiany. Choćby odrobinę, ale w dobrym dla nas kierunku, który przybliża nas do równowagi. Jak mawia Pete Walker: „rozwój często przebiega w tempie: dwa kroki do przodu, jeden do tyłu – ale ten jeden odczuwamy jak sześć”. Dzieje się tak przez kontrast między „wyspami” lepszego funkcjonowania a bardzo nieprzyjemnym stanem, kiedy mamy nawrót emocji posttraumatycznych. Mimo nawrotów, z każdą „wyspą” lepszego funkcjonowania jesteśmy dalej na drodze do zdrowia niż kiedykolwiek dotąd byliśmy.
W istocie rzeczy, nasz sposób reakcji jest wyborem – może na początku niedostępnym lub tylko niekiedy dostępnym, ale potencjalnie możliwym do wypracowania. Początkowe poczucie „nie mam na to wpływu” jest naturalne – silne emocje porywają umysł jak nurt rzeki. Trzeba wielu prób (udanych i nieudanych), by utrzymywać równowagę.
Dopóki pozostajemy w automatyzmie flashbacku emocjonalnego (reakcje atak/wycofanie), przedłużamy pozostawanie w pozycji ofiary. Gdy wybieramy reagowanie świadome – wchodzimy na drogę zmiany, która prowadzi w stronę lepszego życia.
Sedno zdrowienia polega na uświadomieniu mechanizmu triggerowania i stopniowym wyciszaniu flashbacków odpowiednimi metodami, czyli uwolnieniu się od ponownego przeżywania przeszłości w gwałtowny sposób, i na dodatek bez świadomości, że to się dzieje. Przy okazji odzyskujemy kolejne porcje utraconej autonomii – stajemy się mniej zależni, a przynajmniej nie tak totalnie zależni, od drugiej osoby w regulowaniu emocji.
Na początkowym etapie zwykle potrzebne jest wsparcie psychoterapeuty, który rozumie dynamikę traumy rozwojowej, działanie mechanizmów obronnych, wpływ patologii superego i pracuje relacyjnie, a więc interaktywnie i bez nadmiernego dystansu.
W dążeniu do zmiany pamiętajmy, że wymiar poznawczy jest ważny, ale niewystarczający. To konieczny wstęp i baza, którą trzeba rozszerzyć o warstwę relacyjną i doświadczeniową: regulację lęku, osłabianie patologii superego oraz odchodzenie – przy współpracy pacjenta – od mechanizmów obronnych blokujących kontakt z uczuciami i ludźmi.
Pomocne bywa włączanie w określonych momentach metod dedykowanych do pracy ze śladami traumy, jak EMDR czy EFT tapping. Ułatwiają one dostęp do unikanych dotąd emocji, odblokowanie wspomnień pierwotnych trudnych okoliczności, ułatwiają swobodne skojarzenia, a także poprawiają komunikację kora mózgowa – układ limbiczny w obszarach wspomnień dotkniętych traumą rozwojową.
EFT tapping dodatkowo uczy postawy życzliwego obserwatora – opiekuna, bezcennej dla odbudowy zdrowej relacji z sobą samym, fundamentu samodzielnego reparentingu.
To wszystko razem ułatwia oswajanie, kojenie, rozumienie i integrowanie poranionych części psychiki. Dzięki temu stopniowo wracamy do zdrowia – i, jak ujął to Pete Walker tytule swojej książki, przemieszczamy się od przetrwania do pełni życia.
O autorze
Paweł Malinowski – psychoterapeuta i lekarz. Od ponad 20 lat łączy podejście psychodynamiczne ze współczesną wiedzą o neurobiologii, regulacji emocji, znaczeniu doświadczeń relacyjnych oraz całościowym podejściu do zdrowia. Autor książki „Umysł, ciało, duchowość”. Więcej o mojej pracy można przeczytać w zakładce O mnie.



