Nie każda motywacja wyrasta z tego samego miejsca. Inaczej działamy pod wpływem lęku, złości czy potrzeby uznania, a inaczej wtedy, gdy mamy większy dostęp do spokoju, akceptacji i poczucia sensu.

Przyglądam się temu, jak dominujące emocje wpływają na naszą zdolność do działania i rozwój wewnętrzny, nawiązując do koncepcji poziomów świadomości Davida R. Hawkinsa. Przedstawiam również praktyczne sposoby pracy z emocjami oraz strategie motywacyjne dostosowane do różnych etapów świadomości.

Spojrzenie na emocje w odniesieniu do poziomów energii

David R. Hawkins, doświadczony psychiatra, a od pewnego momentu życia również nauczyciel duchowy, przedstawił niezwykle ciekawą klasyfikację emocji w swoich książkach, takich jak „Technika uwalniania” (więcej o tej technice piszę na stronie o allowing) oraz „Siła czy moc”. Po wielu latach pracy zawodowej oraz osobistych zmagań zdrowotnych Hawkins zmienił swoją wewnętrzną postawę wobec życia. W połączeniu z wieloletnią praktyką medytacyjną doprowadziło go to do głębokiej przemiany, która na zawsze zmieniła sposób, w jaki doświadczał swojego istnienia, i którą sam postrzegał jako duchowe oświecenie.

Na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji stworzył skalę stanów świadomości, która obejmuje dostępne człowiekowi postawy wobec życia oraz towarzyszące im emocje. Skala ta została uporządkowana według poziomów energii – od najniższych, związanych z przetrwaniem, po najwyższe, sprzyjające duchowemu rozwojowi. Hawkins pokazał, jak określone postawy i emocje wpływają na nasz rozwój osobisty i duchowy.

Znaczenie skali Hawkinsa w rozwoju duchowym

Według Davida R. Hawkinsa rozwój duchowy przebiega etapami, a każdy kolejny poziom świadomości wymaga akceptacji i doświadczenia niższych stanów energetycznych. Nie można osiągnąć wyższych poziomów, pomijając te podstawowe. Na przykład, aby poczuć złość, najpierw trzeba doświadczyć pragnienia – złość jest bowiem próbą walki o coś, czego pragniemy. Podobnie, by odczuć odwagę, należy wcześniej doświadczyć dumy, która „rozpiera” i daje chwilowe poczucie mocy wynikającej z posiadanych zasobów.

Podstawowe poziomy energii związane z przetrwaniem w sensie biologicznym i relacyjnym tkwią głęboko w naszej naturze i nie ma jak uniknąć ich działania. Rozwijając się można jednak zmniejszać ich znaczenie na rzecz innych, wyższych stanów energetycznych.

Podstawowe poziomy świadomości szczególnie mocno manifestują się w dzieciństwie, kiedy kształtują nasze sposoby radzenia sobie z rzeczywistością. Choć w dorosłym życiu ich wpływ słabnie, wciąż stanowią podstawę naszych reakcji emocjonalnych, zwłaszcza w sytuacjach stresowych. Mogą pozostać również dominujące u osób, których rozwój nie postępuje optymalnie i które przez to nadal polegają na dziecięcych strategiach emocjonalnych, a także u osób, które nie rozwijają się duchowo.

Z jednej strony, nie można „przeskoczyć” podstawowych poziomów energii w rozwoju i otworzyć się na te wyższe stany świadomości zupełnie zaprzeczając na przykład złości w swoim życiu. Z drugiej jednak strony, nie można też wzrastać duchowo, uparcie fiksując się na jednej tylko dynamice i utykając na jakimś etapie. Na przykład, jeśli ktoś czerpie siłę do działania głównie z energii złości i gloryfikuje taką postawę, nie może otworzyć się na odwagę i neutralność.

Niezależnie od tego, czy uznamy tę punktację i wynikającą z niej skalę za precyzyjnie oddającą faktyczny stan rzeczy, sam w sobie sposób uporządkowania emocji jest bardzo inspirujący i pomocny w procesie dążenia do rozwoju.

Czytanie skali Hawkinsa

Hawkins przydzielił poszczególnym emocjom punktowe wartości odpowiadające poziomom energetycznym. Skala jest logarytmiczna, co oznacza, że każdy poziom reprezentuje wykładniczy (skokowy) przyrost energii, a różnice między wartościami kolejnych poziomów rosną w sposób nieproporcjonalny.

Poziom 200 to poziom graniczny. Stany poniżej 200 punktów reprezentują biologiczny wymiar emocji, ukierunkowany na przetrwanie w środowisku oraz w grupie społecznej. Emocje znajdujące się w tym zakresie skali sterują naszą biologią przetrwania i z tego powodu pełnią ważną rolę, umożliwiając nam istnienie w naszej cielesnej postaci. A równocześnie hamują rozwój duchowy, kiedy nazbyt na nich polegamy i dajemy się im ślepo kierować.

Dla przykładu, złość jest na poziomie 150 punktów i charakteryzuje się energią walki, podczas gdy odwaga, z poziomem 200 punktów, jest pierwszym krokiem ku emocjonalnej niezależności. Z kolei stany powyżej 200 punktów – zdaniem Hawkinsa – wspierają rozwój w sposób naturalny, ponieważ emocje takie jak odwaga, akceptacja czy miłość promują pozytywne postawy wobec siebie i świata, sprzyjając budowaniu relacji oraz samorealizacji.

Skalę Hawkinsa należy czytać przez pryzmat emocji dominujących w naszym życiu, które wskazują na naszą ogólną postawę wobec siebie i świata. Zrozumienie tych dominujących emocji może być kluczowe w procesie świadomej zmiany i rozwoju. Chwilowe zmiany nastroju, które oczywiście pojawiają się w życiu każdego człowieka, mają w tym wypadku mniejsze znaczenie.

Tabela 1. Fragment skali Hawkinsa odnoszący się do emocji

Oswojenie, przyjęcie i zrozumienie emocji

W procesie rozwoju duchowego potrzebne jest więc oswojenie, przyjęcie i zrozumienie (a potem stopniowe uwalnianie) każdej z emocji, żeby można było pójść dalej. Jeśli chcemy, aby proces rozwoju postępował, nie można zwalczać i negować istnienia niektórych uczuć, ani też bezkrytycznie im folgować, na przykład rozładowując je na kim popadnie.

Wolność pojawia się tam, gdzie jest wybór. Znaczenie ma moment, kiedy możemy swobodnie odczuwać nasze emocje, ale nie czujemy już przymusu reagowania pod ich wpływem. Nawet, jeśli emocje wyraźnie napierają w kierunku jakiegoś zachowania, jesteśmy wtedy w stanie zdecydować, czy poddamy się temu impulsowi. Może to wprawdzie wymagać na początkowym etapie dużo koncentracji i wysiłku, ale zaczyna już być możliwe.

Oczywiście proces dochodzenia do tego momentu jest stopniowy, wymaga zaangażowania i czasu, a praktyki go wspierające opisane są w innych artykułach. Naturalne jest również i to, że nawet kiedy będziemy już zaawansowani na tej drodze, mogą przydarzyć się sytuacje, które uaktywnią w nas tak mocny flashback emocjonalny, że nasz wewnętrzny opiekun wypuści z rąk stery i będziemy potrzebowali czasu, żeby wyregulować swój układ nerwowy. Ważne jest, żeby nie traktować tego jako porażkę, tylko naturalną kolej rzeczy.

W tym miejscu zrobię zastrzeżenie (podobnie jak robię w innych artykułach), że osoby, które doświadczają silnych flashbacków emocjonalnych czy zmagają się ze zjadliwym krytykiem wewnętrznym mogą potrzebować wsparcia i pomocy terapeuty, zanim będą w stanie podjąć samodzielną pracę nad regulowaniem emocji.

Zapraszam też do zapoznania się z opisem „uwalniania emocji”, które – jak się okazuje – wcale nie jest tym, co mogłaby sugerować ta nazwa. A ponadto wymaga często zastosowania technik dodatkowych, wspomagających praktykowanie tej metody na początkowym etapie.

Różne poziomy energii jako źródło motywacji

Odwołując się do skali Hawkinsa można przedstawić sposoby motywowania się na różnych etapach rozwoju. Idąc od najniższych energii do wyższych mogłoby to wyglądać tak:

  • apatia (pozycja ofiary, która się poddała; rezygnacja z uczuć; energia 50),
  • żal (pozycja ofiary, która uważa, że mogłaby, ale coś jej w życiu przeszkodziło; energia 75),
  • strach/lęk (boję się konsekwencji, więc to zrobię; energia 100 – bo daje już więcej napędu niż poprzednie),
  • złość (dość mam takiego stanu rzeczy! zrobię to, żeby przerwać to, uwolnić się od tego; energia 150),

→ tutaj przekraczamy przełomowy poziom 200 i idziemy dalej:

  • odwaga (pewne rzeczy są możliwe i mogą się udać, zabieram się za nie; niekoniecznie wszystko, ale trochę zrobić się da; energia 200),
  • gotowość (energia i zapał do działania; jestem chętny, żeby angażować się i działać, lubię to samo w sobie; energia 310),
  • sens (napędza nas inspiracja i klarowność; warto w tą stronę iść, warto do tego dążyć, widzę klarownie pożytek w życiu, który z tego płynie; energia 400),
  • miłość (kocham życie, kocham istnienie, chcę je pielęgnować i rozwijać; energia 500).

Co ciekawe, i chyba nieintuicyjne, w skali Hawkinsa zwykłe pragnienie czegoś (125) jest dosyć nisko, między strachem (100), a złością (150). Powyżej złości jest odwaga (200) i potem dopiero jest gotowość (ang. willingness), sens oraz miłość. Jest tak, ponieważ według tej skali w samym tylko pragnieniu czegoś nie ma jeszcze odwagi potrzebnej do działania. Poza tym, zwykłe pragnienie jest odbiciem wewnętrznego braku, a nie poczucia obfitości. Z kolei z jego niezaspokojenia wynika złość – kiedy nie zgadzamy się na zastaną rzeczywistość i „stajemy do walki” – albo smutek – kiedy uznajemy, że inaczej teraz nie będzie.

Na czterech początkowych etapach działamy w trybie „ja przeciwko czemuś”, zaś na czterech kolejnych jako „ja współdziałający z czymś”. Na początku zwalczamy coś, przepychamy się przez coś, a dalej działamy na rzecz czegoś, rozbudowy, powiększania.

Chcąc odszukać swoje funkcjonowanie na tej skali trzeba uwzględnić również coś, co można określić jako swego rodzaju „kieszonki” poszczególnych poziomów energii manifestujących się w określonych sferach życia. Wynika to z tego, że rozwój nie jest jednorodny i może zachodzić w różnym tempie w poszczególnych obszarach życia. Na przykład, w pracy i hobby możemy funkcjonować już na poziomie odwagi, podczas gdy w relacjach intymnych przeważa jeszcze strach lub żal.

Przechodzenie między poziomami motywacji

Jeśli spojrzymy na tę skalę od strony poruszania się między kolejnymi poziomami, które stanowią dominujące źródło naszej motywacji, trzeba uwzględnić, że przejście skokowe, tj. o więcej niż dwa poziomy jest zwykle mało realne… Jeśli ktoś znajduje się na poziomie apatii, trudno byłoby takiej osobie od razu przejść do poziomu gotowości czy nawet odwagi. Bardziej realistyczne jest przejście najpierw przez poziomy strachu i złości, które dostarczają znacznie więcej energii potrzebnej do działania niż poziom apatii i będą stanowiły trampolinę do wyższych poziomów, o ile nie utkniemy na długie lata na poziomie złości.

Zamiast krótkich zrywów, bardziej sprawdza się strategia, w ramach której działamy wytrwale i konsekwentnie, co pozwala nam wypracować nowy sposób funkcjonowania oraz nowe podejście do siebie i do świata. Nie wymagajmy też od siebie zbyt wiele na zbyt wczesnym etapie. Starajmy się być dla siebie życzliwym oparciem, zamiast poganiać się rozczarowaniem do samego siebie. Jeśli jesteśmy na poziomie apatii, wtedy strach przed marazmem albo złość na własne ograniczenia będą przesuwać nas do wyższych energii. Jeśli jednak mamy już dostęp do złości, potrzebujemy stopniowo zastąpić ją inną siłą napędową, żebyśmy mogli pójść dalej. Inaczej utkniemy w motywowaniu się złością i rozwój się zatrzyma.

To pokazuje też, dlaczego – pracując dla przykładu nad osłabianiem wewnętrznego krytyka – w pewnym momencie potrzebna jest zdrowa złość, żeby zabronić wewnętrznej krytyce atakowania nas. Żeby oddzielić się od głosu krytyka i wyodrębnić się, zamiast identyfikować się z nim. Żebyśmy mogli stanąć w swojej obronie. Gniew jest do tego wszystkiego niezbędny: „dość mam tego, nie zgadzam się na takie traktowanie!”.

Nie jest jednak wystarczający jako rozwiązanie na stałe. Z czasem, kiedy już upewnimy się w posiadanej umiejętności do gniewnego i przez to stanowczego stawiania granic wewnętrznemu krytykowi, potrzebujemy pójść dalej, do wyzwolenia od konieczności ciągłego bronienia się gniewem. W kierunku odwagi, która oznacza, że nie musimy z wewnętrznym krytykiem walczyć, bo jest już w naszych oczach na tyle pozbawiony mocy i znaczenia, a nasze dorosłe, świadome ja (wewnętrzny opiekun) na tyle wzmocnione i obdarzone autorytetem, że krytyk przestaje stanowić zagrożenie.

Droga do tego prowadzi przez zdrowe współczucie sobie oraz zrozumienie ułomności wewnętrznego krytyka, który nie potrafi być inny – jest tylko taki, jak został zaprogramowany w historii doświadczeń naszego życia. Przy czym zdrowe współczucie, mimo że może prowadzić do łez nad sobą, różni się od użalania. Oznacza empatię i czułość połączone ze zrozumieniem trudów, przez które musieliśmy przejść i jest przeżywane z pozycji wewnętrznego opiekuna. Zdrowe współczucie może polegać na powiedzeniu sobie: „Przeszedłem przez trudne chwile, ale zrobiłem, co mogłem w tamtej sytuacji. Teraz mogę stopniowo to zmieniać.” Wewnętrzny opiekun to nasza zdolność do wspierania siebie w trudnych momentach, z czułością i zrozumieniem, zamiast oceny czy krytyki.

Natomiast użalanie się to narzekanie lub płacz z pozycji bezradnej ofiary, która nie potrafi odnaleźć w sobie wewnętrznego wsparcia i musi w całości polegać na innych. Wprawdzie wszyscy potrzebujemy w pewnym stopniu innych ludzi do kojenia, bo regulujemy swój nastrój poprzez relacje z empatycznym drugim człowiekiem, ale decydujące jest czy mamy dostęp do wewnętrznego opiekuna i czy nie jesteśmy od innych ludzi całkowicie zależni. Wewnętrznego opiekuna można rozwijać poprzez regularne praktyki, takie jak dialog wewnętrzny, medytacja czy pisanie listów do samego siebie z pozycji wspierającej. Jest temu poświęcony oddzielny artykuł.

Równowaga pomiędzy pracą wewnętrzną a zewnętrzną

Bardzo ważne jest, aby pamiętać, że praca wewnętrzna i zewnętrzna powinny się wzajemnie uzupełniać, żebyśmy mogli utrzymać wyżej energetyczne stany emocjonalne. Praca zewnętrzna to na przykład realizowanie drobnych celów zawodowych, które wzmacniają w nas poczucie odwagi i gotowości do działania.

Jeśli pracą wewnętrzną wejdziemy na poziom odwagi i gotowości do działania, ale przez długi czas nie podejmiemy żadnej aktywności ze względu na jakieś mechanizmy nas blokujące albo podjęte przez nas działania nie przyniosą efektu ze względu na brak potrzebnych umiejętności… wtedy stopniowo cofniemy się na skali emocji, wskutek braku efektów działania zewnętrznego.

Najpierw w stronę złości: „kurczę! nic nie robię” lub „cholera! moje plany tkwią w miejscu”, potem do strachu: „marnuję szansę, gdzie mnie to prowadzi”, następnie do żalu: „gdybym coś zrobił, to byłbym już w innym miejscu” lub „jakbym umiał coś zrobić, do tej pory już bym sporo osiągnął”, aż w końcu do apatii: „a już mi wszystko jedno, na nic to…”.

Oczywiście, nie każdy dojdzie do apatii. A niektórzy z kolei dojdą do niej szybciej, pomijając niektóre stany pośrednie. Na przykład osoby, które się nie złoszczą, bo mają zablokowany dostęp do gniewu, mogą nie przejść przez etap złości. A osoby, które mają zablokowany dostęp do żalu, mogą ominąć żal.

Poszukiwanie spójnej i skutecznej metody

Generalnie, kiedy chcemy przez długi czas wspierać swój rozwój ważne jest znalezienie spójnego, klarownego systemu, którym będziemy się kierować. Stworzy on rodzaj mapy, do której będziemy mogli się odwołać w trudnym momencie i podpowie nam, jaka metoda najlepiej się sprawdzi w danej sytuacji, aby wyjść z problemu, z którym się mierzymy.

Taka mapa nie musi być ustalona raz na zawsze, bo w miarę przechodzenia kolejnych etapów, doświadczeń i odkryć będziemy ją rozwijać i przebudowywać. Jednak dobrze jest mieć jakiś punkt odniesienia, drogowskaz, którym możemy się wspierać, nawet jeśli nie jest on, i nie może być, doskonały.

Materiały, które umieściłem na swojej stronie są właśnie próbą stworzenia takiego spójnego podejścia. Być może stworzysz swoją własną, inspirując się w pewnym stopniu moimi wskazówkami i przedstawionymi przez mnie metodami.

Unikanie pułapek

W kontekście własnych poszukiwań pozwolę sobie jeszcze na pewną uwagę. Ponieważ wielu informacji, również tych z zakresu tematyki rozwojowej szukamy teraz w internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych – pamiętajmy, że media społecznościowe podają nam tylko fragmenty wiedzy. Do tego takie, które w danym momencie są modne. Wynika to ze sposobu działania algorytmów zarządzających dobieraniem treści do poszczególnych osób. A także z tego, że dla osoby zarządzającej dobrze prosperującym kanałem często większym priorytetem jest uzyskanie dużej ilości kliknięć niż przekazanie możliwie merytorycznej i użytecznej treści.

Jedno z drugim niekoniecznie idzie w parze. Chociażby więcej kliknięć może generować mówienie o problemach niż mówienie o rozwiązaniach. Jest tak, bo wiele osób funkcjonuje na poziomach apatii, żalu i strachu, przez co takie treści bardziej rezonują z nimi (podobnie jak wiadomości w mediach).

Poza tym, nie wszystko, co merytorycznie wartościowe i podane do tego w realistyczny sposób jest atrakcyjne dla szerokiego odbiorcy. Dla większości „sexy” będą rozwiązania typu „quick fix solutions” nawet jeśli są tylko mrzonkami, natomiast prawdziwe strategie długoterminowe, które wymagają zaangażowania i czasu… będą nudne.

Masowy odbiorca woli zwykle łudzić się cudowną, prostą metodą w 3 krokach w 21 dni, niż pogodzić się z tym, że trzeba nad jakąś umiejętnością pracować codziennie przez dobrych kilka miesięcy, a do tego znosić po drodze wzloty i upadki. Jednak to ta realistyczna droga dużo lepiej popłaca, bo przynosi prawdziwe efekty, którymi można się cieszyć.

Podsumowanie

Zrozumienie własnych emocji i dominującego poziomu motywacji pomaga zobaczyć, z jakiego miejsca naprawdę działamy – czy z lęku, złości i przymusu, czy coraz bardziej z odwagi, sensu i wewnętrznej zgody. Praca wewnętrzna i zewnętrzna powinny się uzupełniać, bo sama refleksja bez działania łatwo traci energię, a samo działanie bez kontaktu ze sobą może stać się kolejną formą napięcia. Rozwój zwykle nie dokonuje się skokowo, ale przez wiele małych wyborów, które stopniowo przesuwają nas ku bardziej dojrzałym stanom świadomości.

Więcej o motywacji i nawykach można poczytać w rozmowie ze mną opublikowanej w magazynie „Przekrój”.

 


O autorze

Paweł Malinowski – psychoterapeuta i lekarz. Od ponad 20 lat łączy podejście psychodynamiczne ze współczesną wiedzą o neurobiologii, regulacji emocji, znaczeniu doświadczeń relacyjnych oraz całościowym podejściu do zdrowia. Autor książki „Umysł, ciało, duchowość”. Więcej o mojej pracy można przeczytać w zakładce O mnie.