Przyjrzymy się medytacji – czym w gruncie rzeczy jest, czy ma jakieś charakterystyczne elementy lub etapy, a także czym różni się praktyka medytacyjna od stanu medytacyjnego? Pokazuję także, jak można praktykować na co dzień, bez stawiania sobie zbyt dużych wyzwań. Uwzględniam perspektywę tradycji jogicznej i współczesną.
Medytacja jest słowem bardzo popularnym wśród osób zainteresowanych rozwojem, ale jej znaczenie okazuje się szersze i mniej jednoznaczne, niż mogłoby się wydawać.
Do czego dążymy w medytacji?
Osoby sięgające po medytację mają różne cele. Jedne dążą do wyciszenia rozbieganych myśli, lepszego skupienia, osiągnięcia stanu głębokiej relaksacji, któremu towarzyszy zwiększona aktywność fal mózgowych alfa – co jest potocznie zwane stanem alfa. Inne, do wejścia w stan theta, który jest głębszym stanem wyciszenia, rodzajem stanu transowego, przypominającym trochę głęboką hipnozę (towarzyszy temu zwiększona aktywność fal theta), jeszcze inne do… – to wszystko może być prawdą, ale nie wyczerpuje odpowiedzi. Jaki jest jednak główny sens medytacji, a więc jej pierwotny i dalekosiężny cel?
Sięgając do starych, wschodnich tradycji duchowych – takich jak klasyczna joga – za ostateczny cel medytacji uznaje się wykroczenie poza sposób funkcjonowania podporządkowany przede wszystkim biologicznemu przetrwaniu. Aby mogło się to wydarzyć, potrzebne jest przekroczenie dominacji analitycznego umysłu i dotarcie do rdzenia świadomości. Po drodze proces ten przynosi rosnącą stabilność nastroju, a także pojawiającą się radość z samego faktu istnienia. Równocześnie maleje wtedy wpływ okoliczności zewnętrznych na nasze samopoczucie. Inaczej mówiąc, osoby w tym stanie nie muszą czegoś robić, żeby poczuć się dobrze – po prostu jest im dobrze od środka.
To wszystko może prowadzić do stanu zwanego oświeceniem – nie tylko dzięki samej praktyce, ale także pod wpływem sprzyjającego rezonansu z energią rzeczywistości czy wszechświata, co w tradycyjnym języku bywa nazywane łaską albo błogosławieństwem, choć nie w dzisiejszym, religijnym znaczeniu tych słów. W tradycji jogi wszechświat był bowiem rozumiany jako zjawisko przeniknięte świadomością, a człowiek jako pozostający z nią w nieustannej relacji. Posługując się współczesnym obrazem, można to sobie wyobrazić jako rozległą sieć świadomości i informacji – a językiem współczesnej technologii można by w przybliżeniu nazwać kwantową siecią neuronową.
Natomiast w kulturze zachodniej medytacja często stosowana jest w węższym zakresie, przede wszystkim jako metoda służąca relaksacji. Podobnie stało się z asanami, czyli jogicznymi pozycjami ciała. W klasycznej tradycji jogi były częścią szerszej drogi transformacji, a ich najbardziej podstawową funkcją było przygotowanie ciała do dłuższego pozostawania w pozycji medytacyjnej bez odczuwania nazbyt silnego fizycznego bólu. W kulturze zachodniej w dużej mierze stały się natomiast jedną z wielu form aktywności fizycznej i sposobem dbania o sprawność. To również ma swoją wartość, ale nie wyczerpuje ich pierwotnego potencjału.
Na czym medytacja polega?
Wizualizacja, skanowanie ciała to przykłady różnych praktyk uważnościowych. Medytacja również należy do tej szerokiej grupy metod. Czym jednak jest?
Medytacja to zasadniczo umiejętność kierowania uwagą, czy raczej punktem skupienia uwagi. Prowadzi stopniowo i z czasem do wchodzenia w zmieniony tryb pracy umysłu – w stan medytacyjny. Najpierw pojawiają się stany ze zwiększoną aktywnością fal alfa, oznaczające relaksację, miłe odprężenie i spokój, z czasem także „stany theta”, świadczące o głębszym stanie medytacyjnym. Stany ze zwiększoną aktywnością fal theta przypominają trochę stan umysłu w głębokiej hipnozie – można sobie zdawać sprawę ze wszystkiego, co się dzieje wokół, ale jest to odległe, jakby mało istotne i nie absorbuje uwagi. Przygasa wtedy aktywność strumienia myśli, a jeśli jakieś myśli pojawiają się, to pozostają w tle i nie budzą naszego zainteresowania. Nie mamy potrzeby kontynuować wątku tych myśli czy ich rozwijać. Nie mamy też wtedy ochoty rozmawiać. Choć powiedzenie czegoś jest możliwe, to wydaje się niepotrzebne i wymaga świadomej intencji oraz pewnego wysiłku, żeby się na to zdecydować.
Docelowo jest to więc taki stopień skupienia uwagi, w którym zdajemy sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół, ale nie przyciąga to naszej uwagi – pozostajemy stabilnie skupieni na czymś jednym. Miejscem skupienia może być na przykład odczuwany w nosie przepływ powietrza podczas wdechów i wydechów albo jakieś inne, pojedyncze doznaniu w ciele, jak odczucie w obszarze czoła między brwiami albo w obrębie dłoni. Taki sposób pracy umysłu jest nazywany „single-pointed mind” i uznaje się go za duże osiągnięcie praktykującego.
Obrazowo można porównać to do sytuacji, kiedy obserwujemy krajobraz za oknem z jadącego pociągu i przestajemy podążać wzrokiem za obiektami, które przesuwają się w polu widzenia. Zamiast tego zaciekawiamy się samym przyglądaniem się jako takim i na nim się skupiamy. Krajobraz przelatuje, a my zaczynamy przyglądać się samemu przyglądaniu, własnemu zapatrzeniu w przestrzeń za oknem. Inaczej mówiąc – obserwujemy same ukierunkowanie uwagi i doznanie, które temu towarzyszy.
Praktyka medytacyjna a stan medytacyjny
Często pomijane jest rozróżnienie między praktyką medytacyjną a stanem medytacyjnym – podczas gdy jest to bardzo istotna różnica. Pierwsze to rodzaj ćwiczenia, które ma pomóc w rozwijaniu umiejętności zarządzania punktem skupienia uwagi we własnym polu świadomości. Drugie to aktywny stan umysłu, który ma jakość medytacyjną. Pierwsze to droga i metoda, drugie to punkt dojścia i rezultat. Przy czym stan medytacyjny może być różnie głęboki, jest to umiejętność, która rozwija się stopniowo i z czasem.
Praktyka medytacyjna jest to więc zasadniczo nauka świadomego kierowania aktywnością umysłu, co jest wypracowywane poprzez kierowanie punktem skupienia uwagi. Jeśli wyobrazimy sobie punkt skupienia uwagi jako reflektor wytwarzający snop światła, oświetlający ciemną scenę, a więc miejsce w polu uwagi – wyłoni on do świadomości to, co zostanie oświetlone. Na to właśnie zareagujemy emocjami czy skojarzeniami i to będziemy postrzegać jako aktywną w danym momencie zawartość naszego umysłu.
Nauce medytacji towarzyszy też w tle stopniowe przebudowywanie poczucia tożsamości – zmienia się to, co rozpoznajemy jako własne „ja”, czyli traktujemy jako siebie samego oraz to, co rozpoznajemy jako zawartość własnego pola świadomości, tj. zawartość umysłu. W miarę postępów, nie utożsamiamy się już tak bardzo z zawartością. Jako własne „ja” w coraz większym stopniu zaczynamy postrzegać samą zdolność do bycia świadomym – więcej na ten temat można poczytać na stronie o wewnętrznym opiekunie.
W praktyce medytacyjnej dążymy więc do otwarcia się na kontakt z tym polem świadomości, z wewnętrznym obserwatorem – z tym wymiarem umysłu, który jest zdolny do postrzegania tego, co się dzieje, a blisko z nim jest powiązana zdolność do doświadczenia własnej obecności poprzez zmysły.
Od utożsamienia z intelektem do posługiwania się nim
To, co opisuję poniżej, nie dotyczy podstawowych efektów medytacji, takich jak odprężenie, wyciszenie czy lepsza koncentracja, lecz jej najbardziej zaawansowanego kierunku – stanów bliskich Samadhi, a w niektórych ujęciach wręcz z nim tożsamych.
Na co dzień łatwo utożsamiamy swoje „ja” przede wszystkim z myślącą, analityczną częścią umysłu – nazywaną intelektem – która nazywa, ocenia, porównuje, planuje i operuje słowami. Z perspektywy wielu tradycji duchowych jest to zawężenie rozumienia naszej natury. Przebudzenie, uznawane w nich za ostateczny cel medytacji i rozwoju duchowego, nie oznacza jednak pozbycia się intelektu ani utraty zdolności myślenia. Chodzi raczej o zmianę identyfikacji: przejście od poczucia, że jesteśmy intelektem, do rozpoznania, że możemy się nim posługiwać.
Żeby stawało się to możliwe, trzeba rozpoznać wewnętrznego obserwatora – rdzeń świadomości – i nawiązać z nim kontakt. Z czasem coraz wyraźniej rozpoznajemy siebie jako świadomość, w której pojawiają się różne myśli i emocje i która może z nich korzystać, nie będąc przez nie całkowicie prowadzona. Można to porównać do zmiany sposobu uczestniczenia w grze: nadal odgrywamy swoją rolę w cielesnym istnieniu, ale zamiast czuć się postacią definiowaną przez jej myśli, emocje i potrzeby, zaczynamy doświadczać siebie jako świadomości, która wcieliła się w tę postać.
Intelekt, rozumiany jako umysł analityczny, wyrósł na ewolucyjnym gruncie potrzeb związanych z biologicznym przetrwaniem organizmu, a niekoniecznie w celu bezstronnego poznawania prawdy. Ma skłonność do przedkładania poczucia, że ma rację, nad gotowość zakwestionowania własnych przekonań i utraty związanej z nimi pewności. Mentalny świat posiadanych przekonań traktuje trochę tak, jak nasi przodkowie traktowali orientację i przetrwanie w niebezpiecznym otoczeniu. Kiedy napotyka informację niespójną z tym, co już zna, często stara się szybko usunąć tę niespójność – nawet jeśli oznacza to oddalenie się od prawdy. Broni swoich przekonań tak, jakby bronił własnego istnienia.
Dążąc do takiej zmiany, możemy podejmować działania, które tworzą warunki, aby mogła ona zaistnieć – praktykować medytację, kierować uwagę ku poczuciu obecności i rozluźniać automatyczne podążanie za myślami. Nie da się jednak wymusić przebudzenia samym pragnieniem ani uczynić go kolejnym rezultatem do zdobycia. Intencja może prowadzić nas ku praktyce, lecz wymaganie, aby określony stan się pojawił, ponownie uruchamia umysł zadaniowy i odsuwa od bezpośredniego doświadczenia.
W medytacji mogą pojawiać się chwile, w których identyfikacja z intelektem słabnie i pozostaje samo poczucie świadomej obecności. Zwykle jednak szybko wracamy do dawnego, dobrze znanego stanu identyfikacji z intelektem. Praktyka nie polega więc na wytwarzaniu nowego stanu, lecz na stopniowym oduczaniu się nawykowego podtrzymywania tych aktywności intelektualnych, które zasłaniają coś bardziej podstawowego.
Dharana, Dhyana, Samadhi – ścieżka do głębi medytacji
Na przestrzeni czasu oraz w trakcie migracji geograficznych różne rodzaje praktyk medytacyjnych docierały do różnych rejonów świata i ulegały stopniowym zmianom. Przykładem jest jogowa praktyka medytacyjna Dhyana, która najpierw migrowała do Chin, gdzie zyskała nazwę Chan, a potem do Japonii, gdzie została nazwana Zen. Po drodze podlegała pewnym zmianom, ale jej zasadniczy zrąb pozostał ten sam.
W systemie jogi Patańdżalego medytacja (Dhyana) nie jest pojedynczą techniką, lecz etapem głębszego procesu wewnętrznego rozwoju, który prowadzi do ostatecznego celu – Samadhi, czyli stanu pełnej jedności świadomości. Zanim jednak osiągniemy Dhyana, kluczowy jest etap Dharany – koncentracji.
- Dharana: To zdolność utrzymania uwagi na jednym punkcie, jak oddech, mantrę lub odczucie w ciele. Dharana jest pierwszym krokiem w kierunku wyciszenia rozbieganych myśli.
- Dhyana: To medytacja właściwa, gdzie uwaga przestaje walczyć z rozproszeniami, a staje się naturalnie i stabilnie skoncentrowana na przedmiocie medytacji. To stan, w którym pojawia się głębokie poczucie spokoju i jedności.
- Samadhi: Ostateczny cel – stan całkowitego zanurzenia w świadomości, w którym znika dualizm między podmiotem (obserwatorem) a przedmiotem (tym, co obserwowane). To doświadczenie jedności, które wielu uznaje za duchowe oświecenie.
W praktyce medytacyjnej Dharana odpowiada początkowym etapom nauki skupienia uwagi, Dhyana to umiejętność utrzymania stabilnej medytacji, a Samadhi to głębia doświadczenia, w której medytujący przekracza granice zwykłego umysłu. Wszystkie trzy etapy są nierozłączne i wzajemnie się przenikają, tworząc pełną ścieżkę do samopoznania i transformacji.
Proces stopniowego doskonalenia umysłu i świadomości, jak to rozumie system jogi Patańdżalego, jest wielowymiarowy i został podzielony na 8 aspektów, nazywanych „8 limbs of yoga” (8 kończyn / członów jogi). Podkreśla to nieodłączność każdego z tych aspektów.
Obejmują one takie zagadnienia jak: yama: zachowania etyczne wobec innych, m.in. niekrzywdzenie, szczerość; niyama: wewnętrzny rozwój w szerokim sensie równowagi emocjonalnej, odczuwania zadowolenia m.in. poprzez wdzięczność i akceptację rzeczy takimi, jakie są, dbałości o zdrowie oraz zdobywanie wiedzy; asana: ćwiczenia fizyczne, które pierwotnie służyły przygotowaniu ciała do długich sesji medytacyjnych; pranayama: praktyki oddechowe, które mają na celu regulację energii życiowej i fizjologii; pomagają wyciszyć umysł, poprawiając koncentrację i równowagę psychiczną; pratyahara: umiejętność skupienia na bodźcach wewnętrznych, np. zamknięcie oczu, skanowanie ciała, spędzanie czasu w ciszy, unikanie nadmiaru bodźców; oraz wspomniane wcześniej dharana, dhyana i samadhi.
Odmiany praktyk medytacyjnych
Istnieją różne warianty praktyk medytacyjnych, dla przykładu:
- punkt skupienia uwagi może być zlokalizowany na zewnątrz (np. płomień świecy) albo zwrócony do wewnątrz – ta druga opcja jest częstsza,
- uwaga może być skoncentrowana na jednej rzeczy albo na wszystkim na raz, tj. bez wyróżniania czegokolwiek,
- oraz na zawartości umysłu (np. mantra, wyobrażony przedmiot) albo na tym, co ją pomieszcza (sama zdolność do obserwacji).
Poza tym praktyka może być formalna – jako oddzielna, zaplanowana czynność albo nieformalna – czyli odbywać się w trakcie codziennych aktywności.
Przykłady praktyk medytacyjnych, zaczynając od prostszych i nieformalnych, to:
- spacerowanie, z uważnym skupianiem się na kolejnych krokach (na odczuciu podczas stawiania stóp);
- liczenie w myślach od 50 do jednego (co prowadzi w kierunku stanu alfa i relaksacji);
- patrzenie na różne przedmioty bez nazywania ich w myślach (czyli bez przywoływania ich nazw, jakbyśmy je widzieli po raz pierwszy);
- obserwowanie odczuć w dłoniach w trakcie sesji medytacyjnej;
- obserwowanie odczuć w nosie towarzyszących oddychaniu w trakcie medytacji;
- obserwowanie ogólnego poczucia ciała bez skupiania uwagi na myślach (tj. obserwowanie poczucia świadomej obecności w ciele) – również w trakcie praktyki medytacyjnej.
Do tego dochodzą dodatkowe elementy wpływające na przebieg medytacji. Z pozoru wydają się niepozorne, ale mogą mieć duże znaczenie i wpływać na głębokość stanu medytacyjnego. Przykładem jest sposób ustawienia oczu w trakcie praktyki medytacyjnej – mając zamknięte powieki staramy się skierować wzrok na punkt między brwiami, w luźny sposób tak, aby nie wywoływać napięcia, a przy tym być świadomym doznań w tym obszarze czoła.
Choć medytację powszechnie kojarzymy z siedzeniem z zamkniętymi oczami, istnieją również klasyczne formy medytacji praktykowanej z oczami otwartymi albo półotwartymi. Wzrok pozostaje wtedy skierowany na jakiś zewnętrzny obiekt albo miękko rozproszony na całym polu widzenia. Dla niektórych osób taka forma pomaga zachować przytomność i skupienie, bez odpływania w senność, obrazy czy strumień własnych myśli. Dobór form praktyki medytacyjnej nie jest przypadkowy, każda ma jakąś swoją specyfikę. Na bardziej zaawansowanym etapie sens utrzymywania otwartych oczu może być już inny, kiedy chodzi o stopniowe uczenie się zachowywania medytacyjnej jakości obecności również wtedy, gdy nie odcinamy się od bodźców zewnętrznych. Granica między formalną praktyką a codziennym funkcjonowaniem zaczyna się wtedy zmniejszać, a stan skupienia i wewnętrznej ciszy nie musi kończyć się wraz z otwarciem oczu.
Inną kwestią jest ustawienie ciała – pozycja siedząca z wyprostowanym kręgosłupem, jednak nie sztywno wyprężonym, tylko w luźnym, naturalnym ułożeniu. W praktyce ważniejsza od idealnego kształtu pozycji jest jej stabilność i wygoda. Można więc korzystać z podparcia dolnego odcinka pleców albo usiąść na w miarę twardym materacu, z jedną nogą zgiętą przed sobą lub w lekkim „półsiadzie skrzyżnym”. Celem nie jest przyjęcie idealnej pozycji ani wytrzymywanie bólu, lecz stworzenie takich warunków, w których ciało nie będzie nadmiernie odciągało uwagi od praktyki.
Termin „medytacja” jest więc dosyć ogólnym określeniem, pod którym kryją się różne odmiany praktyki służącej rozwijaniu umiejętności świadomego kierowania punktem skupienia uwagi i pozostawania w tej uważności.
Tutaj chcę zrobić jedno ważne zastrzeżenie, że bardzo trudno jest praktykować medytację, a tym bardziej wejść w stan medytacyjny (choćby relaksacyjny – z przewagą fal alfa), jeśli u danej osoby aktywne są wyraźne flashbacki emocjonalne, niosące wyraźny niepokój, wstyd czy poczucie wściekłości i powodujące, że bardzo trudno usiedzieć w miejscu. Medytację utrudnia też wewnętrzny krytyk, niektóre mechanizmy obronne, jak nadmierna intelektualizacja, wybieganie w myślach do przodu, układanie planów, pobudzenie o charakterze ADHD-owym –generalnie wszystko, co jest kompulsywną aktywnością w umyśle. Każdy z nas ma pod dostatkiem takiego zamieszania w głowie i uspokajanie go jest częścią praktyki medytacyjnej.
Jeśli te przeszkody są silne, warto równolegle pracować ze śladami traumy i innymi mechanizmami zakłócającymi kontakt ze sobą – przedstawiam to w metodach pracy nad sobą. Czasem warto zacząć od psychoterapii, bo może być po prostu za trudno zająć się tym samemu.
Kiedy cofam się pamięcią o 10, a tym bardziej 15 lat, przypominam sobie, jak siadałem do medytacji z moim średnio nasilonym ADHD i z różnymi mechanizmami obronnymi, które utrudniały dłuższe pozostawanie w kontakcie ze sobą – nie byłem wtedy w stanie wysiedzieć z zamkniętymi oczami dłużej niż jakieś 10 minut. Dzisiaj czasem mogą to być nawet dwie godziny i nie jest to walka – jest mi w tym dobrze. Cały czas otwieram się na coś więcej, stopniowo, w swoim tempie, i jestem wdzięczny, że tyle mogło się zmienić.
Inne rodzaje praktyk duchowych
Ponadto, poza praktykowaniem medytacji (która ma różne odmiany) istnieją jeszcze inne rodzaje praktyk duchowych, jak na przykład wokalizacje – tzw. mantry, czyli posługiwanie się głosem w celu wywoływania rezonansu w określonych obszarach ciała za pomocą specyficznych częstotliwości, praktyki oddechowe – tzw. pranayamy, wpływające na fizjologię poprzez kierowanie oddechem oraz ustawienia rąk (tj. mudry) lub całego ciała (tj. asany), również oddziałujące na cały organizm. Wszystkie one służą stopniowej zmianie fizjologii ciała na poziomie biochemii oraz procesów energetycznych.
Od aktywności do niedziałania
W niektórych tradycjach jogicznych etap medytacyjnego niedziałania poprzedza sekwencja bardziej aktywnych praktyk. Może obejmować – zależnie od konkretnego przekazu – pranajamy, mudry, mantry oraz inne elementy krija jogi. Ich zadaniem jest przygotowanie ciała, oddechu, energii i umysłu do stanu, w którym przejście od aktywności umysłu do skupienia na samej obecności staje się łatwiejsze.
Po praktykach wprowadzających przychodzi moment, w którym nie kierujemy już świadomie oddechem, nie powtarzamy aktywnie mantry, nie próbujemy wytwarzać określonego obrazu, doznania czy stanu. Pozwalamy oddechowi toczyć się samemu. Myśli mogą się pojawiać, ale nie trzeba ich odpychać ani za nimi podążać. Praktyka przestaje być czymś, co aktywnie robimy, a staje się świadomym pozostawaniem w tym, co jest.
W różnych tradycjach etap ten może być inaczej nazywany i rozumiany. W przekazie krija jogi wywodzącym się od Lahiriego Mahasayi pojawia się określenie Paravastha – stan następujący po aktywnej kriji. Podobną zasadę odnajdziemy w innych współczesnych przekazach jogicznych, na przykład w praktyce Shoonya przekazywanej przez Sadhguru w ramach Isha Yogi, określanej jako świadome niedziałanie. Nie oznacza to, że są to te same praktyki, ale wskazuje na wspólną zasadę: aktywne techniki mogą przygotowywać warunki do stanu, w którym dalsza intencjonalna aktywność ustaje.
W praktykach medytacyjnych odróżnia się się takie niedziałanie od senności, otępienia, dysocjacyjnego odcięcia, zamrożenia czy bezmyślnego „zawieszenia się”. Cisza medytacyjna nie polega na osłabieniu świadomości. Przeciwnie – chodzi o pozostawanie przytomnym i świadomym, ale bez potrzeby aktywnego wytwarzania w umyśle czegokolwiek. Można powiedzieć, że zmniejsza się działanie umysłu, ale nie sama świadomość, która staje się bardziej namacalna.
Jak zrobić pierwszy krok?
Osoby, które nie wiedzą, jak zrobić pierwszy krok, mogą zacząć od czegoś bardzo prostego i krótkiego, korzystając z uporządkowanego przekazu doświadczonego nauczyciela.
Dwie proste i łatwo dostępne praktyki przekazywane przez Sadhguru to Isha Kriya – około 12-minutowa medytacja dostępna bezpłatnie w internecie – oraz jeszcze krótsza, 7-minutowa medytacja prowadzona dostępna w bezpłatnej aplikacji Miracle of Mind.
Na początku ważniejsza od długości sesji jest regularność i znalezienie takiej formy, przy której praktyka nie staje się walką ze sobą. O tym, jak stawiać pierwsze kroki w praktyce duchowej nieco szerzej, piszę również w końcowej części artykułu „Duchowość – światopogląd czy praktyka?”.
Podsumowanie
Podsumowując, w praktyce medytacyjnej dążymy więc do tego, żeby spod szumu wywołanego aktywnością intelektualną wyłonił się kontakt z podstawowym poczuciem świadomości, w którym panuje spokój i obecna jest mądrość. Co wcale nie oznacza, że chcemy się pozbyć potencjału intelektualnego. Chcemy tylko uzyskać wpływ na korzystanie z niego, a więc zacząć mieć wybór, kiedy i jak z niego skorzystamy, a kiedy wejdziemy w głębsze poczucie obecności, w którym lewopółkulowe analizy i strumienie myśli nie są potrzebne i nie mają znaczenia.
Zakończę fragmentem z mojej książki:
„Zawartość umysłu jest swego rodzaju zbiorowiskiem wszystkich wpływów zebranych na przestrzeni życia. Możemy jednak w dużym stopniu zarządzać własną relacją do tej zawartości, czyli nastawieniem do swoich myśli i emocji, do różnych tendencji, decydować, które będą ważne i ile miejsca zajmą w polu naszej uwagi oraz jak bardzo będą na nas wpływać. Możemy też stopniowo zmieniać własną interpretację niektórych przeszłych wydarzeń, dlatego potrzebujemy rozwijać w sobie siłę życzliwego obserwatora, który coraz bezpieczniej doświadcza wszystkiego, co dzieje się wewnątrz naszej przestrzeni psychicznej. Bazą dla niego jest z kolei poczucie dobrej cielesnej obecności. Kiedy je rozwijamy, sami tworzymy sytuację podobną do takiej, kiedy w trudnych chwilach towarzyszy nam życzliwa i spokojna osoba. Spokój takiego wewnętrznego towarzyszenia nie zostaje wówczas całkowicie przesłonięty nieprzyjemnymi przeżyciami, które odczuwamy. W tym sensie ważnym aspektem rozwoju jest także aktywne budowanie i wzmacnianie dobrego wewnętrznego doświadczenia, a nie wyłącznie zarządzanie i łagodzenie złych doświadczeń.”
Regularna praktyka, nawet bardzo prosta, może stopniowo rozwijać spokój, uważność i głębsze rozumienie samego siebie. Warto zaczynać od małych kroków – od nauki skupienia uwagi (Dharana) – i pozwolić, żeby z czasem praktyka naturalnie się pogłębiała.
O autorze
Paweł Malinowski – psychoterapeuta i lekarz. Od ponad 20 lat łączy podejście psychodynamiczne ze współczesną wiedzą o neurobiologii, regulacji emocji, znaczeniu doświadczeń relacyjnych oraz całościowym podejściu do zdrowia. Autor książki „Umysł, ciało, duchowość”. Więcej o mojej pracy można przeczytać w zakładce O mnie.



